Autostrada do nieba

Początek tej historii jest zgoła banalny. Jej zakończenie, zaskoczyło paradoksalnie wszystkich. Możesz i Ty być pod wrażeniem finału. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Jest wczesny, wiosenny świt. Wyruszam autem na zajęcia ze studentami. Wjeżdżam na autostradę, pobieram bilet i ruszam w stronę Torunia. Docieram do bramki. Podaję bilet razem z kartą. Do zapłaty jest 29,90. Kobieta z okienka zwraca mi kartę.

To karta kobiety. Poproszę o pańską kartę lub gotówkę.

Sprawdzam. Faktycznie, mam ze sobą kartę Joanny, mój błąd. Przetrząsam portfel, zero gotówki. A miałem coś wypłacić przy wyjeździe… Wydaje mi się, że nie będzie problemu. Na stacjach benzynowych jest na przykład taka procedura, że po prostu wypełnia się oświadczenie o wpłacie kwoty za paliwo na konto, kserują Twoje prawo jazdy i dowód osobisty, auto mają w monitoringu. Nic strasznego. Ale…nie tutaj. Operator A1 nie przewidział takiej opcji. Proponuję, że podjadę do bankomatu, który jak pokazuje GPS jest kilka kilometrów dalej. Zostawię w zastaw dowód osobisty i wrócę za kwadrans. Nie, ta opcja też nie wchodzi w grę. To co mogę zrobić? Kobieta wzrusza ramionami. Myślę sobie co by się stało gdyby ktoś ukradł mi portfel, albo po prostu bym go zgubił i zauważył dopiero na miejscu? Losowe zdarzenia dotyczą każdego. Zaczynam się zastanawiać co mi grozi za staranowanie bramki, ale nie chcę być bohaterem telewizyjnych Michałków i tabloidów. Pojawia się kierownik zmiany. Jest podobnie nieugięty.

-Może pan sobie stać. Ja zamknę zaraz tę bramkę. Proszę sobie uzbierać u kierowców …

Tym ostatnim zdaniem zburzył mi krew. Czyli co mam robić? Zatańczyć? Zaśpiewać? Recytować wiersze? Inne propozycje??? Cóż pozostało? Zwrócić się do Opatrzności. Modlę się do cioci Felci. Przetrząsam portfel jeszcze raz. Spomiędzy dokumentów wylatuje banknot 50 zł. Dzięki ciociu! Teraz ja nie wytrzymuję. Podnoszę smartfon, markuję, że robię zdjęcie, podaję banknot i oświadczam:

-Kontroluję jakość obsługi państwa zmiany.
Odbieram resztę i odjeżdżam. Ich wydłużone ze zdziwienia miny będę pamiętał długo.

Człowiek kontra technologia

Przypomniała mi się ta historia, kiedy przeczytałem o kliencie, któremu rozładował się smartfon w sklepie bezobsługowym. Klient chciał zrobić zakupy w bezkasowym sklepie. Nie mógł wyjść, gdy rozładował mu się telefon. To nietypowa sytuacja, firma ma procedurę na tę okoliczność, ale … trzeba to zdecydowanie lepiej komunikować klientom. Systemy automatyczne będą się intensywnie rozwijać, będziemy mieli sporo nowych technologii dookoła siebie, ale gdzieś zawsze musi być albo jasna procedura na podobne sytuacje czy możliwość kontaktu z osobą, która pomoże rozwiązać problem. Takim miejscem są chociażby windy. Jeszcze inaczej jest w połączeniach kolejowych. Żyjemy w kolejnej dekadzie XXI wieku, planujemy osiedlać się na Marsie i być leczonymi przez roboty. Tymczasem w pociągach typu TLK nadal nie ma czegoś takiego jak gniazdka elektryczne. Kiedyś w niektórych składach zdarzało się gniazdko na korytarzu czy nawet w toaletach. Dziś nie ma ich nigdzie. Nie testowałem procedury PKP związanej z sytuacją rozładowania urządzenia i biletu w formie elektronicznej. Ten bilet bowiem fizycznie istnieje, ale pasażer nie ma możliwości go okazać. Inna sfera to medycyna. Od Nowego Roku mamy e-recepty. Wszystko super, tylko dlaczego lekarzowi zabiera wypisanie jednej recepty 15 minut? Nie dlatego, że nie zna systemu, tylko dlatego, że system został zaprojektowany przez informatyków, którzy kompletnie nie znają pojęcia user experience. Dodajmy do tego obciążenie systemu …

Czy chciałbyś mieć takiego przyjaciela jak Automateusz?

Jesteśmy w okresie przejściowym i technologia przenika coraz silniej nasze życie. Na dodatek sama technologia jest zdecydowanie dalej w swym rozwoju niż jej ludzka, psychologiczna akceptacja. Ludzie wpadają w panikę, gdy kasjerka pyta o kod pocztowy albo ktoś pozna parę drobiazgów z naszego życia wyniesione z otwartego statusu na Facebooku. Mamy nadal eksperymentalne samochody autonomiczne, ale ciekaw jestem jak będą wyglądały relacje kierowców i automatów, gdy w końcu wyjadą powszechniej na drogi. Coraz bardziej lubimy asystentów głosowych, ale jeszcze nie pogadamy o życiu. Nie wspominając o problemie, który genialnie zasygnalizował Stanisław Lem w opowiadaniu „Przyjaciel Automateusza”.Technologia sama w sobie nie jest dobra czy zła, mądra czy głupia. Za każdą z nich na razie stoją ludzie. Jeżeli w procesach adaptacji, dyfuzji technologii nie będzie człowieka z jego całym humanizmem, to albo będziemy się bezsilnie miotać w samoobsługowych, automatycznych sklepach lub pozostanie nam modlitwa do cioci Felci.

Autostrada do nieba – Jacek Kotarbiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.