Jeden z moich ulubionych sloganów brzmi ” nic tak firmy nie rozkręca, jak rosnąca konkurencja”. Wszak normalny, kreatywny konkurent – to same pozytywy. Po pierwsze – uderza w Twoje słabe strony ( dzięki czemu, łatwo je identyfikujesz). Po drugie – chce być lepszy od Ciebie ( dzięki czemu, przygotowując swoją odpowiedź, wiesz jakie są trendy na rynku i w jakim kierunku podążyć). Po trzecie – próbuje pozyskać Twoich klientów ( dzięki czemu sprawdzasz na ile Twoje dotychczasowe działania służące ich utrzymaniu są skuteczne i kto jest lojalny jak też próbujesz temu zapobiegać).I oczywiście po czwarte: jak wdepnie bosą nogą w… to wiesz, co omijać.
W sumie same pozytywy. Oczywiście, zadowolenie z nauki okupione jest sporą dozą emocji, ale czegóż nie robi się dla rozwoju …
Jakkolwiek by na to nie patrzeć, historia monopoli pełna jest błędów, wypaczeń i spektakularnych upadków. (Za wyjątkiem monopoli naturalnych – one miewać się będą zawsze dobrze 🙂
Irytujące jest jednak coś innego. Otóż wyobraź sobie, że jesteś hydraulikiem, a Twój sąsiad elektrykiem. Nie jesteście konkurentami, wasze żony chodzą razem na zakupy, a wy obaj biegacie do trzepaka raczyć się tajniaczonym piwem. Wspólnie wyprowadzacie psy, obchodzicie święta, robicie grille i polecacie sobie klientów. Nic szczególnego – ostatecznie grzebanie w rurach różni się w swej istocie od grzebania w kablach. I napięcia również nie takie same.
Bywa jednak tak, że nagle elektrykowi się pogarsza, a hydraulikowi nie. Już nie da rady robić tak często grilla, trzeba kupić tańsze piwko, a może nawet psa wymienić na bardziej ekonomicznego. Elektryk zaczyna patrzeć zawistnie na hydraulika i gdzieś podświadomie pojawia się chęć zawłaszczenia wypracowanego przez niego kapitału.
Nagle elektryk zaczyna odwiedzać klientów hydraulika. I snuć opowieści z mchu i paproci, że on nie tylko grzebie w kablach. Nie tylko jest specem od napięcia i natężenia. Nie tylko z woltomierzem urodził się pod poduszką. On klucz francuski zawsze dzierżył w ręce prawej ! Jest mistrzem rur od urodzenia, a kranik zamontować oraz podpiąć go bezpośrednio pod siłę, to dla niego „małe piwko przed śniadaniem” cytując Edzia Prokopa 🙂
Jak łatwo się domyślić, są tacy, którzy traktują takiego „elektrohydraulika” z rozbawieniem, obawą, pobłażaniem – rzadziej z poważaniem. Efektem jest zawieszenie grilli, trzaskanie drzwiami przed nosem, obgadywanie do Pani Zosi w pobliskim warzywniaku i wzajemne poszczekiwanie latorośli z balkonu. A miało być tak pięknie …
Cóż, pozostałoby wynająć WUJKA STASZKA – MISTRZA CIĘTEJ RIPOSTY.