Wyjaśnienie. Doskonale znam słownikowe znaczenie słowa „markietanka” . Andrzej Ludwik Włoszczyński na Goldenline opisał to tak : „to żadna odwrotność, ino mościapanie jejmość za wojskiem ciągnąca z taborami, gwoli pomocy wszelakiej wojakom, a na wprzódki uciech im dostarczająca :)”.
W związku z tym predefiniowałem słowo na :
„Ano żeś drugi Andrzeju, co mi za tę markietankę głowe myje 🙂 A nuże parafrazyja tegowoż jest taka, co jejmość za zarządem ciągnie taborami, nie uroniwszy wżdy dyrekcyji wyższej, gwoli pomocy wszelakiej przy papierkach udzielająca, a wprzódki uciechom nie odmawiająca :)”
„Markietanctwo” jest synonimem niewiedzy i głupoty w komórkach marketingu. Przyczyn jest wiele: niewiedza merytoryczna, całkowity brak empatii, gigantomania, wysoki poziom arogancji – szczególnie korporacyjnej, zadufanie ect. „Markietanka” w pojęciu zarówno żeńskim jak i męskim – to osobnik nie rozumiejący istoty rzeczy w marketingu. Nazywający „marketingiem” rzeczy, mające z nim niewiele wspólnego, a jednocześnie uważający się za „władcę świata” z racji np. zajmowanego stanowiska w firmie. „Markietankami” są również „panienki” zatrudniane do komórek marketingu wyłącznie z powodu ładnego pysia, długich nóżek, pupy tudzież innych części ciała. Pełnią w firmie funkcje ozdobne i reprezentacyjne, a nie merytoryczne.
Jeden z najgorszych typów markietanki to taki, która próbuje łączyć funkcję ozdobne z rolą „władcy świata”. Są zmorą profesjonalistów np. z branży marketing services. Ale NAJGORSZYM rodzajem jest ozdobna markietanka typu „władca świata”, będąca równocześnie córką/synem właściciela/właścicieli firmy 🙂
Dobre, dobre 😉
Znajomy dyrektor dużej galerii handlowej w marketingu zatrudniał…. hostessy roznoszące pączki w tłusty czwartek… tak mi się skojarzyło..