Kiedy po raz kolejny widzę próby uszczęśliwiania Polski nowym logo, chce mi się wyć z wściekłości, gryźć z rozpaczy i nakopać do rzyci pierwszemu napotkanemu urzednikowi-decydentowi.
![]()
Tym razem w nowym logo widać myśl odwróconego Seata, sprężynę tudzież inny amortyzator. W moim osobistym, subiektywnym przekonaniu, wybór sensownej identyfikacji Polski powinien mieć już dziś charakter otwarty, ogólnopolski i niech każdy spróbuje. Niech ma to charakter fajnego eventu, happeningu, propozycji graficznych – nawet dzieci w przedszkolu niech prôbują wymyślać logo Polski czy corporate identity kraju. Pasjonaci youtuba mogą wrzucać filmiki z autorskimi pomysłami na spot narodowy czy promujący lokalność. Dziś dwóch chłopaków przy pomocy GoPro czy chocby prostego smartfona może cuda na kiju filmować. Niech w ową chęć wypracowania spójnej kreacji zaangażują się zwykli ludzie i niech rozmawiają na ten temat. Prawdziwa lekcja patriotycznego marketingu. Taki twórczy ferment może stać się pozytywnym napięciem twórczym, kreatywnym tyglem czy narodową dyskusją o tym jak chcemy być postrzegani za granicą. Sorry, ale taki mamy klimat, że już nie wierzę w to, że jakaś zagraniczna agencja wymyśli nam sensowną identyfikację. Albo nasz brief leży na półce „kraje do rżnięcia”, albo nie wiem co … Strach nawet podejrzewać.
![]()
Próbowałem sobie wyobrazić odwrotną sytuację. Polska agencja reklamowa projektuje logo i identyfikację Wielkiej Brytanii. Anglosaska opinia publiczna wyniosłaby chyba decydentów na widelcach po takim dictum. Natomiast to ważny temat – by w określonych sytuacjach wykorzystywać własny, a nie zagraniczny potencjał. Już nie jesteśmy niemowlakiem. Mamy 25 lat, buzuje nam testosteron, chcemy podbijac świat i mamy już swoje doświadczenia. Co to dla nas wymyśleć identyfikację powalającą świat na kolana?
Nie wiem dlaczego wiedza o nowoczesnym marketingu w kręgach urzędniczych rozwija się tak topornie. Dlaczego nadal nie można uporzadkować identyfikacji, skoordynować promocji, zorganizować projektów, które będą efektywnie (nie tylko efektownie) pokazywać nasze możliwości. To nie kwestia środków, ale przede wszystkim sposobu myślenia – sztywnego, zachowawczego, sformatowanego, pozbawionego gracji, polotu, kreatywności. I zrozumienia istoty transmedialności.
Dziś wystarczyłoby by na Placu Zamkowym Prezydent Barack Obama wspólnie z Ambasadorem Stephenem Mullem i Sekretarzem Stanu Johnem Carry, zaśpiewali w trójkę do mikrofonu „Happy Birthday to you, happy Birthday dear Poland”. Takie rzeczy robi się raz na ćwierćwiecze. Polska miałaby darmowy real-time-marketing od bieguna do bieguna. Pokazałyby to z dowcipnym komentarzem chyba wszystkie światowe media. Komunikacja z biglem. Syndrom współczesności. Bardziej wirusowe niż hollywoodzkie selfiki. Proste jak budowa lotniskowca. Ale polska, urzędnicza mentalność nie przebije się przez beton „wicie-rozumicie”. „Jak to bowiem, tu dyplomacja, rząd, prezydenci, a ktoś ma namawiać, żeby oficjele coś razem śpiewali? Nie można przecież, to jakieś infantylne!”. Ostatnio Kino Polska emituje 40-latka. Kraj sie może zmienić systemowo, pewne polskie mentalności przechodzą z pokolenia na pokolenie.
Niestety, sztywny urzędnik nigdy nie zrozumie kawaleryjskiej fantazji. Nie ma jej w naturze.
Wpis dedykuję mojemu ulubionemu Ambasadorowi Stephenowi Mullowi, który swoją pracą i aktywnością w mediach, pokazuje jaki jest współczesny kierunek i styl sprawowania dyplomacji.
Malkontentom polecam tańczącą Michelle Obama
Panie Jacku!
Pan założy jakąś grupę, gdzie się będą zbierać Ci, którzy mają choć deklarowaną chęć ten świat z posad ruszyć 🙂