fbpx

Szkoleniowa darmodajnia

Pewnego pięknego dnia Pan Staś zapisał się na kurs językowy. Opłacił jak trzeba i już za kilka dni otrzymał pierwszy materiał szkoleniowy.

Potem drugi, trzeci i kolejne. Do pierwszych ćwiczeń Pan Staś podszedł z zapałem i zaangażowaniem, do kolejnych już mniej, a następne zupełnie sobie totalnie o…. zlekceważył. W końcu kolejne, nadchodzące materiały szkoleniowe poszły w kąt. Trudno było zrozumieć intencje Pana Stasia. Być może stracił zamiłowanie do nauki. Niemniej edukator stanął na wysokości zadania. Przysyłał mailem remindery o konieczności przesyłania ćwiczeń. Coraz częściej i coraz bardziej czerwone. Pan Staś ładował wszystko do kosza, aż w końcu oznaczył nadawcę jako spam i miał spokój. Było miło, aż pół roku później zapukał kurier do drzwi. Przywiózł pakiecik z podziękowaniem, piątką i ślicznym dyplomem ukończenia kursu. – Łał ! – zakrzyczał Pan Staś – zakładam szkołę językową!

Zainspirował mnie dziś krótki artykuł „Przeszkol się latem – Unia zapłaci„. Artykuł jak artykuł, ale te komentarze … Stały się przyczynkiem do odpowiedzi na proste i fundamentalne pytanie czyli czym się różni szkolenie darmowe od szkolenia płatnego?

  • szkolenia darmowe oszczędzają na wykładowcach czyli płacą najniższe z możliwych stawek. Efekt: zatrudnianie słabych wykładowców lub wykładowców tworzących szkolenie „na odwal” tudzież wariant „taśmowy”. Wykładowca robiący szkolenia 24/7 to automat, który nie ma czasu ani na indywidualny rozwój, ani doskonalenie zawodowe,
  • większość wykładowców tanich lub darmowych szkoleń zatrudniana jest na zasadzie „jak Pani/Pan przyjedzie to się autoreklamuje”. Efektem jest marketingowy bullshit wypływający z mnóstwa prezentacji, które nie mają wiele wspólnego z merytoryką zagadnienia, za to z nachalną prezentacją własnej oferty i zachęcania do kupna własnych usług jak najbardziej,
  • darmowe szkolenia typu „miękkiego” niejednokrotnie wykorzystują rozliczne historie, anegdoty, opowiastki, spektakularne zdjęcia, urokliwe filmy i mnóstwo innych, lukrowanych narzędzi, których celem jest osłodzenie atmosfery i zdobycie przyjaźni tudzież „friendsów” z grupy. Oczywiście najwięcej lukru leje się na głównych sponsorów. Efekt łatwo przewidzieć – poza przyjemną atmosferą, w zakresie wiedzy progres jest stosunkowo niewielki. W zakresie umiejętności żaden, ale ego płacących jest mile połechtane. Czyli szkólmy tak aby było miło,
  • ponieważ niejednokrotnie szkolenia unijne są realizowane przez łańcuszek pośredników, stawki szkoleniowe dla wykładowców nie przekraczają 10-20% budżetów. Natomiast odpowiedzialność za efekt i satysfakcję ze szkolenia w 95% spoczywa na prowadzących,
  • darmowe szkolenia psują przede wszystkim rynek ponieważ osoby szkolące się mają niestety wykoślawioną wiedzę na temat realnej wartości indywidualnego rozwoju. Nadal wśród wielu pokutuje mit, że studia wyższe i podyplomowe czynią mistrzów we wszystkim, gdzie na całym świecie to początek kariery zawodowej i nauka absolutnych podstaw. Szczególnie dotyczy to nauki o biznesie, gdzie praktyka gospodarcza w kontekście oferty edukacyjnej, jest zawsze awangardą w porównaniu do nauki, która musi to i owo przebadać, sprawdzić, przeanalizować i dopiero upubliczniać,
  • najdroższe są szkolenia z których nic nie wynika, ani zmiana, ani pomysły, ani inspiracje czy projekty. Jeśli ktoś uważa, że wsparcie środkami unijnymi ma polegać na przeżuwaniu ciastek, popijaniu kawy i wysłuchaniu miłych treści – to powodzenia,
  • jeśli ktoś z uczestników szkoleń wierzy w to, że podczas półgodzinnej prezentacji uzyska wiedzę o cudowych i sprawdzonych sposobach zarabiania milionów w pięć minut to … gratuluję silnej wiary.

To tyle. A konkluzja ogólna jest następująca. Darmowe i wszędobylskie szkolenia, konferencje, seminaria realizowane w formule „sztuka dla sztuki” przynoszą niestety więcej szkody niż pożytku.

Z drugiej strony tego segmentu rynku stoją darmowe i bardzo wartościowe spotkania typu Aula , Infoshare czy polskie edycje TEDx, organizowane i realizowane przez pasjonatów i stających się powoli ikonami branży. Z edukacją jest jak z architekturą. Za duże pieniądze można postawić piękny pałac. Ale za ten sam budżet nikomu niepotrzebne ekrany dźwiękochłonne da się również zbudować.

11 komentarzy do “Szkoleniowa darmodajnia”

  1. Z góry pragnę zaznaczyć, że cenię sobie pisane przez Pana artykuły. Niedawno wygrałam „Sztukę rynkologii” i już nie mogę się doczekać, kiedy wrócę do domu i ją przeczytam. Ale… Gdyby poszukiwał Pan kogoś, kto powstawia brakujące przecinki na blogu, to ja się zgłaszam na ochotnika 🙂 Proszę wybaczyć zuchwałość…

    1. Nie można uogólniać. Są szkoleniowcy także wśród „tanich” którzy dbają o merytorykę i unikają jak ognia reklamowania czegokolwiek. Np. ja do prezentacji wstawiam zdjęcia sprzętu, który nie jest już produkowany i sprzedawany, aby nikt nie mógł się nimi sugerować w swoich decyzjach zakupowych.

  2. Właśnie! Darmodane szkolenia zniszczyły branżę i niszczą od lat… O „Cioci Unii dla idiotów” pisałem już w 2010 – https://akademia-internetu.pl/ogolne/ciocia-unia-dla-idiotow ale nie zahamowało to patologizacji branży szkoleniowej.

    Dziś osoby, które rzeczywiście chcą się czegoś nauczyć, mają naprawdę problem z wyborem rzetelnych szkoleń, które dadzą im „konkretne konkrety”, a nie tylko darmową kawę i garść gadżetów…

  3. Niestety, wiele osób chciałoby dostać coś bezpłatnie i dobrej jakości (ech). Tymczasem nad programem szkolenia – jak każdym produktem – trzeba popracować. I jest za to wyznaczona cena – choć nie chodzi o to, aby ją sztucznie podbijać dodatkowymi „umilaczami” szkoleń. Szkolenie to przede wszystkim dzielenie się wiedzą. Za to powinno się prowadzącemu zapłacić.

  4. Trafne spostrzeżenie, choć to chyba natura rynku – w sklepie płacimy pieniędźmi, na szkoleniu czasem (i czasami pieniędzmi), ale tak czy siak możemy kupić chipsy marki „chipsy” – szczerze mówiąc nie wiedząc co kupujemy, lub chipsy z ładnym logo o wyższej cenie, również realnie nie wiedząc czy produkt ten różni się drastycznie od tego najtańszego.

    1. Nie zgodzę się z tezą, że wartość szkolenia jest subiektywna i zalezy od reputacji trenera. Wiedza ma obiektywną i wymierną wartość. Chodzimy na szkolenia po to, by nauczyć się czegoś, co pozwoli nam pracować lepiej, efektywniej, rozwiązywać coraz trudniejsze problemy…i brać za to coraz lepsze pieniądze. To reputacja trenera powinna zależeć od wartości szkolenia, a nie odwrotnie.

  5. Adrian Kołodziej

    Czasami darmowe szkolenia mogą być świetną formą promocji dla autora/trenera, pod warunkiem, że jakość wiedzy jest naprawdę na wysokim poziomie. Z drugiej strony wartość przekazywanej treści jest subiektywna i zależy od reputacji trenera.

  6. Marzena Dembicka

    Sama szkolę i wyznaję zasadę, że „dobre” samo się obroni.
    Moim zdaniem, jak w każdym innym zawodzie, znajdą się tacy wsród Trenerów, mówców, szkoleniowców, którzy liczą tylko i wyłącznie na zarobek, na szczęście wielu jest profesjonalistów i ludzi z pasją :-).
    Na szczęście dla nas i dla tych , którzy chcą się czegoś nauczyć … .

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry