Dawno.. dawno temu, za gorami za lasami – pracowalem dobre 2 tygodnie nad serwisem www. Korzystalem z serwerow NetArtu, w ramach wersji demo. Kiedy minal dwutygodniowy okres probny – dokonalem niezbednej platnosci. Ale niestety … doszla ona do firmy juz po terminie.
Kiedy probowalem ostatkiem dobrej woli – rozmawiac z konsultantami tej firmy, spotkalem sie ze zjawiskiem klasycznego „tumiwisizmu pospolitego”. Uzyskalem odpowiedz, ze dane sa z serwerow kasowane na amen i koniec kropka – „Roma locuta – causa finita ….”
Moja dwutygodniowa prace trafilo to co zawsze trafia w takich sytuacjach. Coz, musialem wykonac ja ponownie. Jednak duch tumiwisizmu nadal wisial nad moimi relacjami z NetArt. Dal znac o sobie po raz kolejny, gdy rejestrowalem domene www.blueoceanstrategy.pl. Popelnilem literowke – zamiast „blueocean” napisalem „bluocean”. Zaplacilem karta kredytowa – traksakcja weszla, przyszlo potwierdzenie. Zgodnie z Prawami Murphego – najczesciej wtedy widac popelnione bledy … Ponownie NetArt odpowiedzial mi, ze „nic nie mozna zrobic”. Gdybym NIE PLACIL karta kredytowa, moglbym naprawic ten blad, a tak … zaplacilem za nadgorliwosc. Nie moglem oprzeć się wrażeniu, że również tutaj funkcjonuje zasada „Mamy Cię!” („mamy Twoją kase – Kliencie i Twoje problemy nas już nie interesują …).
Od tej pory swiadomie i z premedytacja lekceważę konsultantów o oferty firmy NetArt. Z racji mojej aktywnosci, próbują mnie adorować dość często. Zmakdonaldyzowana machina sprzedaży firmy, automatyzuje oferty, a ja czekam – kiedy KTOKOLWIEK zaproponuje niezadowolonemu klientowi COKOLWIEK czytaj … czy ktoś ZAWALCZY o moje pieniądze. Ostatecznie … mam u nich zaparkowanych 12 domen …