Po raz pierwszy Polskę odwiedził Cirque du Soleil (Cyrk Słońca) (CdS). Zagrają w sumie 6 przedstawień. To szczególne wydarzenie na rynku kulturalnym , zdecydowanie rangi ogólnokrajowej, a nie regionalnej.
CdS jest w swojej branży niczym nowoczesne Ferrari – charakterystyczne, markowe, stanowiące wzór do naśladowania i będące świadectwem najwyższego, cyrkowego kunsztu. Ale czy cyrkowego ? Niech nazwa Cię nie zmyli. CdS NIE JEST cyrkiem. Jest całkowicie innowacyjną i bardzo charakterystyczną koncepcją nowej formuły widowiska, łączącego w sobie najlepsze elementy cyrku, teatru, opery czy pantomimy. „Cyrk” bowiem, rozumiany jest jako miejsce, w którym różnorodni artyści oraz treserzy zwierząt, mają swoje show, przerywane krótkimi wystąpieniami klaunów. Cyrk, w naszym powszechnym rozumieniu – kojarzy się z namiotem, orkiestrą, specyficznym zapachem i różnorodnymi występami. CdS jest inny, choć wykorzystuje większość wspomnianych elementów ( poza tresurą zwierząt). Znajdziemy tu wprawdzie gimnastyków, żonglerów, ekwilibrystów, mimów, śpiewaków, klaunów, ale … w zupełnie innej konfiguracji i scenariuszu niż w cyrku.
CdS został założony w 1984r. przez połykacza ognia, akordeonistę i speca od przechadzek na szczudłach – Guya Laliberte. Przez te lata ich występy obejrzało ponad 50 milionów ludzi na całym świecie, a wartość jego firmy ( w której ma 95% udziałów) szacuje się na 1,2 mld dolarów USA. Ten olbrzymi wzrost, przez 28 lat, został odniesiony w branży (cyrkowej), która na świecie chyli się ku upadkowi. W Polsce chyba w zasadzie już nie istnieje. Szkoła cyrkowa w Julinku zakończyła swoją działalność w 1999r.
Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz byłeś w prawdziwym cyrku ? Kiedy ostatni raz widziałeś wozy cyrkowe lub rozstawiony namiot ? Kiedy Twoje dziecko przyszło ze szkoły z „bezpłatnymi biletami” dla siebie i błagalnym wzrokiem ?
Świat się zmienił. Ludzie znaleźli szereg innych, konkurencyjnych sposobów spędzania wolnego czasu. Do tego dołączyła się, bardzo silna na świecie, krytyka wykorzystywania zwierząt w cyrkach. Których „sztuczki” często okupione były bezsensownym cierpieniem, a warunki życia jakie im zapewniano były dalekie od doskonałości. CdS wykorzystał szansę chylącej się ku upadkowi branży, przejmując z niej najlepszych artystów i najciekawsze osobowości. Ale jego koncepcją na przyciągnięcie widza, nie było stworzenie „mega cyrku” i swoistego, artystycznego patchworku.
CdS postawił na całkowicie innowacyjne widowisko. Stworzenie od podstaw czegoś całkowicie nowego. Czegoś, czego jeszcze nikt nie widział. Wykorzystując zaangażowanie widzów, profesjonalizm artystów, humor, kolor, muzykę i śpiew. Dążąc do swoistej wyjątkowości i marki, dążył do wysokiej efektywności i zachowaniu jak najlepszej relacji pomiędzy kosztami, a przychodami. CdS stworzył ofertę, która nie była ani klasycznym cyrkiem, ani teatrem, ani operą, ani pantomimą, ani kabaretem, ani koncertem muzycznym. Ale wybrał z tych wszystkich wymienionych sztuk, ich najlepsze cechy i połączył je w sposób mistrzowski. Narracją czyli historią, uniwersalną opowieścią zrozumiałą dla wszystkich. Tworząc też … swoisty, własny język. Który nie jest żadnym, znanym językiem. Choć niewątpliwie przypomina w swym brzmieniu czasami japoński, włoski, suahili, francuski czy hiszpański.
OBEJRZYJ
CdS stworzył zupełnie nową wartość rozrywki. Stworzył przedsięwzięcie, które określono „błękitnym oceanem”. Całkowicie nową kategorię biznesu, którą dziś bardzo trudno byłoby skopiować, bez natychmiastowego posądzenia o naśladownictwo stylu i cech typowego show CdS. Używając terminologii w rozwijanej przeze mnie „teorii palisady”, swoistym ostrokołem CdS są niepowtarzalne projekty strojów i ich kolorystyka, genialne wprost aktywne nawiązywanie kontaktu z publicznością (praktycznie wyłącznie przy pomocy gestów i mimiki twarzy), wspomniany, specyficzny język czy zdecydowane, kontrastowe barwy scenografii. Jednak mistrzostwem jest łączenie tych wszystkich elementów w celu zbudowania charakterystycznego i pozostającego na długo w pamięci widowiska. Jedno wydaje się być pewne ponad wszelką wątpliwość – jeśli ktoś raz obejrzy spektakl CdS, nie pomyli go już z żadnym innym. Czy jeśli choć raz zobaczysz Ferrari, pomylisz go z innym autem ?
OBEJRZYJ
Ale każda marka z najwyższej półki, wymaga odpowiedniej oprawy. Zegarków Antoniego Patka nie kupujemy owiniętych w codzienną gazetę i zawiązanych sznurkiem. Jeśli wszystkie panny młode ubierają się na czerwono, a jedna z nich na błękitno, to pan młody musi być również odpowiedniej klasy. Niestety, wydawać by się mogło, że pan młody do panny CdS został dobrany w specyficznych walonkach, przyciasnym surducie i utkanej gdzieniegdzie słomie …
To, w jaki sposób promowano CdS w Polsce, urąga w moim przekonaniu wszelkim sensownym zasadom marketingu produktów markowych. Szczególnie tych, które nie są znane szerokiej rzeszy Polaków-Szaraków. Polska branża (nazwijmy ją „cyrkową”) nie gości zbyt często pod naszymi strzechami. Przykuwamy nosy do tivi, fascynując się kolejnymi „mamtalentami” lub masowymi koncertami „pod chmurką”. Czasem jakaś publiczna wyemituje cyrk z Monako. Powszechna świadomość jest prosta: cyrk to albo w sejmie, albo pod namiotem, ze strzelającym bacikami treserem i klaunami kopiącymi się tu i ówdzie. Jeśli ktoś wie tak naprawdę, jak wartościową marką jest CdS, to albo widział ich widowiska za granicą, albo ktoś mu opowiedział o nich, albo szczególnie interesuje się tą branżą lub jest pasjonatem innowacji i strategii błękitnego oceanu.
Nie mam zielonego pojęcia jaki był efekt finansowy akcji promocyjnych CdS. Całkiem możliwe, że wszyscy swoje zarobili. Ale nie o to chodzi. Przypominam, że występy odbyły się wyłącznie raz w Polsce i wyłącznie w Gdańsku (jedynie Ergo Arena spełniła warunki techniczne wymagane przez CdS). Z informacji, które posiadam, obłożenie przedstawień nie przekraczało 3/4 pojemności hali. Bilety były wciąż dostępne w sprzedaży. To zastanawiające, szczególnie gdy na świecie wyprzedawane są na pniu. Uprzedzam wątpliwości, CdS nie jest rozrywką dla koneserów. Ceny biletów nie były również szczególnie wygórowane. Porównaj sobie z cenami Lady Gaga 🙂 . Na sali można było spotkać całe, zorganizowane grupy dzieci. Głównie rosyjskich.
Gdybym odpowiadał za marketing sponsorów, miałbym również wiele uwag. Jest bowiem zasadnicza różnica pomiędzy nieomalże całkowitą niewidocznością, a dyskretną obecnością. Coś co dziś jest standardem np. eventy dla widzów podczas przerwy czy jakiekolwiek aktywności dla dzieci po przedstawieniu w zasadzie nie istniało. O merchandisingu (rozumianym jako daleko pojęte „gadżeciarstwo” już nawet nie chcę wspominać). W zasadzie go nie było. Pomijając już drobiazg, że 100PLN za dziecięcą koszulkę z logo CdS jest chyba trochę ceną niewspółmierną do jej wartości.
CdS nie zaistniał w Polsce w jakikolwiek sensowny, medialny sposób. Został spozycjonowany jako jakieś poślednie widowisko, kolejna impreza w Ergo Arenie. Pozostaną po nim jedynie porwane i przemoknięte plakaty, smętnie zwisające na trójmiejskich słupach. Czy ludzie odpowiadający za międzynarodowy marketing CdS, spodziewali się takiej promocji w Polsce ? Nie sadzę. Przyznam, że dawno nie widziałem tak koncertowo spapranej, marketingowej roboty, tak świetnej marki. Naprawdę szkoda.
Powiedzmy sobie szczere i poważnie. Żeby profesjonalnie promować marki z najwyższej, światowej półki, pionierów światowych, innowacyjnych koncepcji, trzeba po prostu umieć to robić z sensem i z głową. Sam keg Heinekena do tego nie wystarczy.
Jestem entuzjastką, oszołomką i koneserką przedstawień Cyrque du Soleil. Trzyma mnie ten stan ducha od lat. Byłam w świecie na trzech spektaklach, w tym ukochanej Alegrii. Powiem tak, Twój komentarz jest moim komentarzem ( choć tak pięknie nie potrafię pisać, chylę czoła).
Od siebie dodam jeszcze, że czwarte ogladane przeze mnie przedstawienie w Gdańsku zawiodło moje oczekiwania, wręcz rozczarowało. Okrojone na polski rynek, odwalone, bez aury i otoczki.No, cóż pozostanę wielbicielką jeżdżącą na zachód Europy, w marzeniach Stany. Serdecznie pozdrawiam autora tekstu.