fbpx

MAMUTA TU MAM, czyli jak żyć w świecie informacji | Jacek Kotarbiński | Blog o marketingu

Patelnia. Środek stepu. Powietrze stoi jak zebranie statusowe, na którym nikt nie ma statusu, ale każdy ma zdanie. W samym środku tej sauny leży on. Mamut. Wielki jak budżet, którego nikt nie widział, ale wszyscy o nim mówią.

Teraz zaczyna się spektakl, bo mamut to nie tylko mięso. Mamut to narzędzie do rozróżniania rzeczy, które ludziom mylą się częściej niż imiona nowych kolegów. Informacja, opinia, narracja. Trzy siostry. Jedna trzyma fakt, druga trzyma język, trzecia trzyma cię za gardło, ale tak delikatnie, żebyś myślał, że to przytulenie.

Informacja jest najnudniejsza i dlatego najmniej widoczna. Informacja mówi spokojnie, bez tamburynu i bez światła teatralnego. To jest mamut. Da się go zjeść. Trzeba go upiec. Starczy na miesiąc, chyba że w jaskini jest troll. Trzymać w jaskini w chłodzie, bo jak się zepsuje, to będzie zapach, który robi rebranding całej doliny. Informacja jest jak kamień. Leży. Jest. Można go podnieść i sprawdzić, czy to kamień, czy czyjaś ambicja.

Opinia zaczyna się tam, gdzie człowiek nie ma dowodu, ale ma potrzebę. Opinia jest jak pióropusz na głowie wojownika. Niby nic nie zmienia w polowaniu, ale każdy czuje się od razu ważniejszy. Opinia mówi, że mamut jest najlepszy dla dzieci do trzeciego roku życia. Opinia mówi, że tajne badania lokalnego plemienia wykazały … coś, czego nikt nie widział, ale wszyscy kiwają głową, bo brzmi naukowo. Opinia mówi, że prawdziwy wojownik je mamuta na surowo i dzięki temu ma siły witalne do końca życia, a jak nie ma, to przynajmniej ma historię, że kiedyś miał. Opinia nie musi być prawdziwa. Opinia musi być wygodna. Ma dawać ciepło, nawet jeśli to ciepło pochodzi z pożaru.

Potem wchodzi narracja. Cała na biało, choć zwykle przychodzi w futrze i z miną wybawcy. Narracja nie pyta, czy mamut istnieje. Narracja pyta, kto jest bohaterem, kto jest winny i komu wcisnąć łopatkę z mamuta jako dowód miłości do plemienia. Narracja mówi, że tylko my dostarczamy najlepsze mamuty. Inni dostarczają najgorsze, takie łykowate i podejrzane, jakby ktoś je wcześniej testował zatrutymi strzałami. Narracja mówi, że tylko nasz wódz potrafi polować i zapewnić dobrobyt, a każdy inny wódz jest nieudolny, bo miał złe oczy i za mało charyzmy w oczach starszyzny.

Narracja jest bezlitosna, bo działa na pamięć i na wstyd. Opowiada, że poprzedni wodzowie okradali was z najlepszych części mamuta. Że polędwica szła do rodziny i kumpli, a wam zostawały fragmenty, które trzeba było udawać, że są rarytasem. Narracja przypomina, że jedliście najgorsze i najbardziej śmierdzące kawałki, tylko o tym nie wiedzieliście, bo dosypywano zioła. Zioła tajemne. Zioła marketingowe. Zioła, które sprawiają, że człowiek przestaje zadawać pytania, a zaczyna mówić „w sumie to dobre, tylko takie… ambitne”.

I w tym momencie widać różnicę jak na dłoni, brudnej od tłuszczu i od argumentów. Informacja jest prosta, da się ją sprawdzić. Opinia jest osobista, da się ją mieć i można ją zmieniać jak zdanie o wodzu, zależnie od tego, czy stoi za plecami. Narracja jest sprytna, bo nie sprzedaje mamuta. Narracja sprzedaje sens mamuta. Sprzedaje to, że bez naszego mamuta jesteś nikim, a z naszym mamutem jesteś kimś. Choćbyś dalej mieszkał w tej samej jaskini i miał te same zimne stopy.

Dlatego informacja jest jak kartka w segregatorze, którą ktoś kiedyś wydrukował, a potem zgubił. Opinia jest jak komentarz pod postem, który ma więcej emocji niż treści. A narracja jest jak bęben. Jak zacznie walić, to całe plemię idzie w jedną stronę, nawet jeśli to jest prosto w bagno. Byle iść razem. Byle czuć, że to nie bagno, tylko wyzwanie.

Tak stoimy na tym stepie, przy tym mamucie, i każdy coś dorzuca. Ktoś mówi fakt, ktoś dorzuca zdanie, ktoś rozpala ogień opowieści. Na końcu zawsze jest ten sam cud. Mamut znika. Zostaje tylko historia, że był najlepszy i wódz, który się uśmiecha, bo wie, że ludzie nie zapamiętają smaku. Zapamiętają narrację. I będą jej bronić jak własnej miski.

#takietam #opowiastki #kotarbinski

1 komentarz do “MAMUTA TU MAM, czyli jak żyć w świecie informacji | Jacek Kotarbiński | Blog o marketingu”

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry