fbpx

Masz herbatniki i jogurt? Jak Japończycy rozpalili świat? Jacek Kotarbiński | Blog o marketingu

Poszedłem do sklepu po herbatniki i jogurt. Plan prosty jak firmowa misja, której nikt nie czyta, ale wszyscy podpisują. Herbatniki? Półka wyglądała jak po ewakuacji covidowej. Została jedna paczka, ta o smaku rozczarowania.

Jogurt? Lodówka świeciła pustką tak dumnie, jakby właśnie dostała premię za brak towaru. Wtedy wpada influencerka. Włosy rozwiane jakby w sklepie wiał wiatr pod rolkę. Biegnie między regałami, telefon w gotowości, spojrzenie człowieka, który wie, że bez tiktoka jutro umrze społecznościowo.

Dopada sprzedawcy i pyta o jogurt. Kremowy. Najlepiej dużo. Najlepiej cały karton, bo „współpraca”.Sprzedawca mówi spokojnie, że nie ma. Było rano, ale wyszło.  Druga tymczasem ustawia telefon na słoiku z ogórkami, trzecia kręci plan amerykański, a czwarta niesie mikser w plecaku, bo czas to zasięg. Wszyscy polują na to samo.

Dlaczego nie ma herbatników i jogurtu? Algorytmy platform postanowiły w grudniu, że dziś cały internet robi jeden deser.

Japoński sernik.

Uwielbiam jak globalny internet dostaje emocjonalnego kopa na puncie czegoś fajnego, a nie kolejnej przeróbki polityka przez AI.

Treść artykułu
Japoński sernik. Źródło: Dieta to nie kara / Facebook

 

Algorytm uznał, że da się zrobić sernik bez sera, bez piekarnika i bez czasu. Wystarczy tubka gęstego jogurtu i paczka herbatników. Najlepiej takich, które dobrze wyglądają w kadrze. Resztę dopisze internet. “Japoński” brzmi zgrabniej niż „ciastka wciśnięte w nabiał”, a viral sprzedaje się szybciej niż przepis.

Nagle widać to wszędzie, czyli w  lodówkach, w rolkach, w koszykach zakupowych. Wersja podstawowa jest bezczelnie prosta. Jogurt plus herbatniki, kilka godzin w lodówce. Wersja medialna jest jeszcze prostsza. Historia do powtórzenia w kilkanaście sekund. To dlatego ten trend nie jest kulinarnym odkryciem. To swoisty produkt platform, format, który łatwo skopiować, łatwo obejrzeć i jeszcze łatwiej powtórzyć.

Warto więc nazwać rzecz uczciwie. To, co internet ochrzcił „japanese cheesecake”, nie jest klasycznym japońskim sernikiem typu soufflé. To deserowy skrót. Ciastka miękną w wilgoci jogurtu, a całość daje wrażenie sernikowej konsystencji. Media kulinarne opisują to wprost jako modę na prostotę i warianty. Od jednych ciastek po inne, od skyru po jogurty greckie. W Polsce trend dostał lokalną etykietę „sernik dla leniwych” i to w gruncie rzeczy domyka temat. Dwa składniki, minimum wysiłku, maksimum poczucia uczestnictwa w globalnym tu i teraz.

Ten rodowód jest wyjątkowo czytelny, bo da się go prześledzić w datach. 22 grudnia 2025 japoński serwis lifestyle’owy Kurashinista publikuje materiał o deserze na czasie w socialach. Grecki jogurt plus biszkopty lub herbatniki. 26 grudnia 2025 “Delish Kitchen” pokazuje wersję dwuskładnikową, z instrukcją wciskania ciastek w opakowanie i zostawienia na noc. 7 stycznia 2026 pojawia się etap globalny. Tiktoker podróżniczy @explorewithtaka mówi o „viral japanese yogurt cheesecake” i podkreśla, że to „huge trend in Japan”. Trend dostaje paszport na Zachód. 9 stycznia 2026 Cookpad News opisuje, że przepis buzzuje w SNS i testuje go redakcyjnie. 21 stycznia 2026 fala uderzeniowa jest już mierzona liczbami. Daily Dot pisze o dziesiątkach tysięcy filmów pod hasłem #japanesecheesecake i o materiałach, które w krótkim czasie zrobiły wielomilionowe zasięgi. W świecie sprzed platform taki proces budowałby się miesiącami. Tu wystarczył miesiąc, by lokalny buzz zamienił się w masówkę, przekraczając granicę i nie czyniąc nikomu krzywdy.

Dlaczego to działa? Nie dlatego, że deser jest przełomem, tylko dlatego, że wygrywa struktura treści. Próg wejścia jest niski. Dwa składniki, brak sprzętu, małe ryzyko porażki. Powtarzalność jest wysoka. Wideo wygląda niemal zawsze podobnie tj. wciskam ciastka, czekam, odkrywam, kroję, „wow”. Do tego dochodzi personalizacja bez końca. Inne ciastka, inne jogurty, dodatki, wersje „fit”albo dekadenckie. To prawdziwa magia rynkologii. Tworzenie czegoś nowego co spotka się z zainteresowaniem społeczności.

Na koniec zostaje dopalacz narracyjny. „Japońskie” w socialach często znaczy „sprytne, minimalistyczne, dopracowane”. Nawet jeśli to bardziej pozytywne skojarzenia japońskiej jakości. W efekcie trend pracuje jak maszyna. Tworzy popyt na konkretny zestaw zakupowy (gęsty jogurt + herbatniki), a jednocześnie produkuje darmową reklamę dla całej kategorii. Ciekawe kiedy zauważą to polscy producenci jogurtów i herbatników.

W tym miejscu warto zestawić japoński sernik z czekoladą dubajską. Mechanizm jest ten sam, tylko rozwój biznesowy inny. Oba trendy dają się streścić w jednym zdaniu. Tu „wciśnij herbatniki w jogurt i poczekaj”. Tam „tabliczka z nadzieniem pistacjowym i chrupiącym kataifi/knafeh i jeden kęs, jeden dźwięk, jeden kadr”. Różnica zaczyna się wtedy, gdy viral przestaje być wyłącznie treścią, a staje się rynkiem.

„Dubai chocolate” ma wyraźny rodowód produktowy. Powstało w 2021 (Fix Dessert Chocolatier), a globalny buzz wiąże się z viralowym wideo ASMR z grudnia 2023. Potem rynek zaczął się organizować. Powstały kopie, wersje sieciowe, adaptacje w kawiarniach i wreszcie opowieści branżowe o presji na surowce, zwłaszcza o wzroście popytu na pistacje, wiązanym z falą rodzącego się rynku. Kiedy trend trafia do oficjalnych kanałów dystrybucji, dostaje pieczątkę mainstreamu. Na razie nie znika, choć fala opadła. Stabilizuje się. Od 6 stycznia 2026 we wszystkich Starbucs w USA będą dostępne “Iced Dubai Chocolate Matcha” oraz “Iced Dubai Chocolate Mocha”. To jest moment, w którym „widziałem coś na TikToku” zmienia się w pozycję w menu i na półce.

W klasycznym marketingu moda mieszkała w magazynach, trend w raportach, a rynek w Excelu. Platformy społecznościowe skleiły te trzy światy w jedną linię produkcyjną. Najpierw masz koncentrację uwagi, krótką modę. To rynkologiczna wartość zaistnienia. Potem pojawia się powtarzalny wzorzec zachowania. Ludzie nie tylko oglądają, ale replikują, a media lifestyle’owe stabilizują narrację, testują i uczą „jak to zrobić”. Na końcu, jeśli temat ma potencjał produktowy, wchodzi duży biznes, czyli dystrybucja, łańcuchy dostaw i oferty dużych marek. W tym sensie japoński sernik jest dziś na granicy mody i trendu. Case study „Dubai chocolate”pokazuje, jak trend może przejść w stabilizujący się rynek, od zachwytu, przez imitacje, po standaryzację i obecność zarówno w sieci handlowej jak i osiedlowym warzywniaku.

Dobrze byłoby, gdyby polscy influencerzy, zamiast biegać po sklepach za herbatnikami i jogurtem, projektowali i eksperymentowali z własnymi. Z lokalnym składnikiem, żartem, lokalną historią, którą da się streścić w jednym zdaniu i powtórzyć w jednej rolce. Kreatywności Polakom nigdy nie brakuje. Jak nie spróbujesz, nie będziesz wiedział. Czasem brakuje tylko wiary, że z pomysłu może powstać nie mem, ale cały mechanizm, czyli moda → trend → rynek.

Zawsze mogą zacząć od poczytania “Influencer marketing, czyli ekonomia twórców XXI wieku”.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry