Bordowy na twarzy i spocony z emocji prezes. Stoi przed zapłakaną, młodą dziewczyną z księgowości. Agresywnie wymachuje fakturą. – Skandal! To niedopuszczalne! Dlaczego zrobiła pani te zakupy bez mojej wiedzy i zgody! To są MOJE pieniądze. Ze swoimi niech pani sobie robi co chce! Potrącę pani z pensji! Rzucił papier na biurko i wyszedł trzaskając drzwiami.
Starsza koleżanka, główna księgowa odwróciła się w swoim fotelu. Nie chciała widzieć tej sceny.
– Ile? – zapytała.
– Dziewięć złotych – wychlipała dziewczyna. – Dziewięć złotych … Potrzebowałyśmy przecież paczki ołówków ….
– Na drugi raz pytaj się prezesa o takie rzeczy. Nie podejmuj samodzielnie decyzji – główna księgowa wróciła do swojego świata.
Syndrom Leksztonia
Oznacza brak kompetencji marketerów do samodzielnego podejmowania decyzji finansowych. Janusz Leksztoń. Urodzony w 1963 roku biznesmen, polityk, sponsor, założyciel wielu stowarzyszeń, spółek i klubów biznesu. W lipcu 1991 roku, był na piątym miejscu wśród najbogatszych Polaków według rankingu „Wprost”. Właściciel przedsiębiorstwa ELGAZ, prywatnego zakładu rzemieślniczego przekształconego w przedsiębiorstwo, zatrudniające 2.500 osób. Dzięki niemu Polak-szarak mógł wypożyczać kasety video. Powyższa scena w tym wpisie nie jest jego historią. Niemniej w środowiskach biznesu, o “syndromie leksztonia”, mówi się w kontekście konieczności akceptacji przez właściciela firmy absolutnie każdego wydatku. To w sektorze marketingu i pracy zespołów bywa zarówno frustrujące, jak i paraliżujące podejmowanie decyzji.
Praca w marketingu
Praca w marketingu jest w wymiarze zamówień, typową robotą zakupowca. Każdy CMO ma pakiet zaufanych dostawców różnego rodzaju produktów i usług, a kiedy szuka czegoś nowego, najczęściej pyta o referencje innych CMO. Szef marketingu jest również typem Barbie – wszyscy zabiegają o względy. Dookoła niego jest zawsze wianuszek adoracyjnych agencji reklamowych, przemiłych PR-owców, organizatorów wydarzeń, dostawców gadżetów czy firm digital marketingowych. Sektor marketing services jest tak morderczo konkurencyjny, że wszyscy nieomalże zrobią wszystko by zdobyć zlecenie. Sfera pracy w marketingu jest silnie korupcjogenna, co jest łatwe do zauważenia, ale trudne do udowodnienia. Temat na inną historię.
Kompetencje finansowe w marketingu
Marketing firmy, poza klasycznymi procedurami przetargów na obsługę agencyjną, dokonuje mnóstwa zakupów. Dla prezesów, właścicieli firm, komórka marketingu kojarzy się najczęściej wyłącznie z kosztami. Trudno się dziwić. Szef sprzedaży przybiega do prezesa chwaląc się rosnącymi przychodami. Szef marketingu tylko marudzi o kolejnych wydatkach. Niestety, zarządy firm i właściciele, zbyt rzadko potrafią dostrzec korelację pomiędzy inwestowaniem (a nie wydawaniem) w marketing oraz przychodami.
Z drugiej strony trudno się dziwić. Na marketing można wydać dowolne pieniądze. Sky is the limit. Sektor marketing services w morderczej konkurencji kusi najróżniejszymi profitami. To tak jakby marketingowa Barbie wpadła do sklepu, w którym wszyscy chcą jej wszystko sprzedać.
Estetyka w marketingu
Inny problem związany jest z #10 Prawem Marketingu Kotarbińskiego. Prawo dotyka wybitnie drażliwego tematu – wpływowości wewnątrz firmy. Kto ma monopol na podejmowanie decyzji o naturze estetycznej? Czy taki, a nie inny projekt folderu jest w porządku? Czy taki model długopisu firmowego jest ładny, czy brzydki? Czy auta firmowe powinny być oklejone w taki, czy inny sposób? Tutaj wkraczamy w trudną i bardzo śliską sferę estetyki marketingu. Kiedyś książkę na ten temat popełnili Berndt Schmitt i Alex Simonson. Tyle że w realnych warunkach firmy, należy zadać dwa fundamentalne pytania. Pierwsze. Jak prezes zareaguje na naszą uwagę, że projekt maskotki firmowej jest całkiem do niczego. Gdy tylko dowiemy się, że wybrała ją jego żona po nieprzespanej nocy. I drugie. Kiedy faktura za dostawę firmowych długopisów będzie zaakceptowana przez księgową, której one się całkowicie nie podobają i z jej punktu widzenia są brzydkie.
Nie ulegać syndromowi Leksztonia
Szefowie marketingu, czyli CMO muszą mieć kompetencje do podejmowania decyzji finansowych. Jako CMO w korporacji finansowej, mogłem podejmować samodzielne decyzje do 10tys., posiadając roczny budżet marketingowy powyżej 2 mln. Tyle że było to 21 lat temu. Na mój skromny gust, ta kwota dziś powinna być 2,3-krotnie wyższa. Adekwatnie do budżetu i wielkości firmy. Oczywiście, przy zachowaniu pełnej kontroli kosztów, obiegu dokumentów i procedur controllingu marketingowego.
A co z estetyką marketingu? Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że im prostsza reklama do akceptacji, tym szef ma więcej uwag? Tak? Idealnie potwierdzasz tezę zawartą w #12 Prawie Marketingu Kotarbińskiego.
Keywords
#marketing #budżetmarketingowy #kosztymarketingu #blog #blogomarketingu #kotarbinski #50praw